Agroturystyka – przepis na sukces

Aby zbudować atrakcyjną ofertę turystyczną na wsi, nie wystarczą jedynie pieniądze. Liczą się przede wszystkim oryginalny pomysł, konsekwencja w jego realizacji i ciągła chęć rozwoju.

Polska wieś jest świetnym miejscem na wypoczynek – zapewnia Barbara Idczak, współwłaścicielka, wraz z mężem Bartoszem, Lawendowej Osady w kaszubskiej wsi Przywidz w woj. pomorskim. – Bogata pod względem kulturowym, architektonicznym, artystycznym, ale i kulinarnym, może stanowić alternatywę dla kurortów zagranicznych dla rodaków łaknących atrakcji pośród natury – dodaje. Dowodem na te słowa jest sama Lawendowa Osada, która znalazła się w gronie 12 laureatów pierwszej edycji konkursu „Na wsi najlepiej – 12 dobrych praktyk w turystyce wiejskiej” przeprowadzonego przez Polską Organizację Turystyczną. Zrealizowany latem tego roku projekt pozwolił wyłonić liderów rodzimej agroturystyki wiejskiej. Ich przykłady mogą zainspirować do stworzenia własnego obiektu.

Jakie koszty?

– Planując założenie gospodarstwa agroturystycznego, należy mieć na początek minimum 150 tys. zł – ocenia Ewa Nisiewicz, prowadząca z mężem Waldemarem „Ziołowy Dzbanek” we wsi Sąpy w woj. warmińsko-mazurskim. – Na założenie agroturystyki wzięliśmy kredyt na 10 lat z Banku Ochrony Środowiska. Od początku dokładaliśmy też z pensji, bo oboje pracujemy na etatach. Trzeba pamiętać, że takie gospodarstwo to studnia bez dna, cały czas trzeba ją uzupełniać – uprzedza Nisiewicz. Przykład z Sąp pokazuje, że szukając lokalizacji, warto rozejrzeć się w najbliższej okolicy. Nisiewiczowie nabyli działkę sąsiadującą z ich domem i choć znajdujące się na niej budynki wymagały znacznego remontu, dzięki temu uzyskali niższą cenę.

– Co najmniej hektar ziemi potrzebny jest, aby w gospodarstwie agroturystycznym goście mieli swoją przestrzeń – podkreśla Bartosz Idczak z Lawendowej Osady. – Zużytkowaliśmy ziemię moich rodziców – dorzuca jego żona, Barbara. – Gospodarujemy na 3,5 ha terenu otoczonego lasem – dodaje. Inwestowali stopniowo, biorąc kredyty, otrzymali dofinansowania do kilku projektów z Lokalnej Grupy Działania – Stowarzyszenia Turystycznego Kaszuby i dokładali z pensji, bo początkowo oboje jeszcze pracowali na etatach.

Barbara i Bartosz Idczakowie, właściciele Lawendowej Osady, zamienili etat na prowadzenie gospodarstwa agroturystycznego. Nie żałują swojej decyzji

– 2,5-3 mln zł zainwestowaliśmy do tej pory w Villę Greta – oblicza Krzysztof Rozpędowski, wraz z żoną Eweliną prowadzący pensjonat w Dobkowie na Dolnym  Śląsku. – Pierwszych gości przyjęliśmy w 2015 r. Gdyby nie 50 tys. zł „Premii dla młodego rolnika”, nie wystartowalibyśmy wcale, bo tyle włożyliśmy w renowację pierwszych pokoi w remontowanym na bieżąco gospodarstwie po moich dziadkach – dodaje. „Premia…” to projekt realizowany do dziś i finansowany z budżetu Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020.

– Pochodzimy z żoną Anią z Lublina i Agroturystykę Polesie tworzyliśmy od zera – mówi Grzegorz Gołoś, właściciel. – Zakochaliśmy się w Poleskim Parku Narodowym i postanowiliśmy postawić własny dom w Babsku w woj. lubelskim – dodaje. Z czasem powstał pomysł rozbudowania go i świadczenia usług agroturystycznych, oferowanych od 2015 r. – Od początku w budowę i wyposażenie włożyliśmy blisko 200 tys. zł i jest to moim zdaniem realna suma, z którą można zacząć realizować taki projekt. Potem niezbędne są dalsze nakłady – podkreśla Gołoś.

Konieczne pomysł i pasja

– Od zawsze fascynowało mnie zielarstwo, a męża garncarstwo i te pasje postanowiliśmy realizować w naszym gospodarstwie  – opowiada Ewa Nisiewicz. Zwłaszcza że w najbliższej okolicy brak atrakcji turystycznych zarówno przyrodniczych, jak i zabytków. Nisiewiczowie musieli więc stworzyć w „Ziołowym Dzbanku” produkt tak unikatowy i oryginalny, aby ludzie chcieli się wybrać właśnie do nich.

– Początkowo pragnęliśmy jedynie wyjechać z miasta i uprawiać lawendę na własne potrzeby, a dziś mamy pierwsze i największe w Polsce północnej, na Pomorzu i Kaszubach, a zarazem jedno z największych w kraju, pól lawendy, które dalej powiększamy – opowiada Barbara Idczak. – Uczyliśmy się tego od zera, bo o lawendzie nie wiedzieliśmy nic. W pewnym momencie zadaliśmy sobie pytanie, do jakiego miejsca sami chcielibyśmy przyjeżdżać i stopniowo realizujemy tę wizję. Po ośmiu latach od rozpoczęcia przygody z lawendą działamy już z pełną świadomością biznesową – dodaje.

Dla Sylwii Pach otwarcie agroturystyki w rodzinnym Gładyszowie w woj. małopolskim było sposobem na promocję rodzinnych stron: – Pochodzę z domu o łemkowskich korzeniach, więc wraz z mężem Albertem popularyzujemy w „Malowanych Wierchach” tę kulturę i turystyczne walory Beskidu Niskiego. Zachęcamy do degustacji łemkowskich potraw ugotowanych z płodów ziemi, wsłuchania się we wciąż żywy język tego ludu, obejrzenia chyży, czyli łemkowskich domów ze stajniami w pobliskiej Łemkowskiej Zagrodzie Edukacyjnej – dodaje.

Villa Greta zawdzięcza nazwę babce Krzysztofa Rozpędowskiego, Margarecie Wittwer. W niej przyszła na świat w rodzinie niemieckiej, a gdy tę po II wojnie światowej przesiedlano za Odrę, bo Dolny Ślask znalazł się w polskich granicach, Greta została i poślubiła Polaka, sybiraka – Janka Kowalskiego. Zamieszkali w domu Wittwerów, a jednym z ich wnuków jest obecny właściciel obiektu. – Ta historia ułatwiła nam fazę wstępną działalności pod względem marketingowym, gdyż najpierw ofertę chcieliśmy adresować do Niemców – potomków przesiedlonych. Teraz klient zza zachodniej granicy stanowi 1/5 wszystkich naszych gości – wyjaśnia Krzysztof Rozpędowski. – Nie zamierzaliśmy powielać częstego błędu hotelarzy kierujących ofertę do wszystkich, bo tak się nie da. My koncentrujemy się na dwóch grupach docelowych: rodzinach z dziećmi w sezonie, a poza nim na kliencie biznesowym. Przestrzegamy też zasadę, aby nie mieszać tych dwóch światów – gdy w pensjonacie choć jeden pokój zarezerwowała wcześniej rodzina, nie wynajmujemy pozostałych firmie, nawet jeśli tracimy na tym 20 tys. zł, aby nie zakłócać spokoju tym, którzy dla niego do nas przyjechali – dodaje.

Pasją małżeństwa Gołosiów z Agroturystyki Polesie jest przyroda. – Zapewniamy dobre warunki mieszkalne naszym gościom w nowym, drewnianym domu, ale nie budujemy własnego, wielkiego produktu jak wiele innych agroturystyk, bo naszym produktem jest Poleski Park Narodowy i korzystamy z jego bogactwa – mówi Grzegorz Gołoś.

Ewelina i Krzysztof Rozpędowscy rozpoczęli budowanie oferty turystycznej, czerpiąc z historii włąsnej rodziny i regionu

Nie tylko łóżko

Na obrzeżu wioski Sąpy w dawnych gospodarczych budynkach powstała Zagroda Edukacyjna z chatą zielarską, wiatą garncarską, ogrodem ziołowym i mini-zoo. – Sami goście zachęcili nas do kolejnego kroku, uruchomienia Agroturystyki Ziołowy Dzbanek, aby mogli się tu zatrzymywać na dłużej – informuje Waldemar Nisiewicz.

Podobnie było w przypadku Lawendowej Osady, gdzie agroturystykę udostępniono cztery lata temu na życzenie klientów korzystających już z warsztatów lawendowych. – Teraz w ofercie mamy trzy lawendowe chatki utrzymane w stylistyce architektonicznej okolicy, a więc zdobione murem pruskim, Wioskę spa z grotą solną, banią i gorąca balią z hydromasażem, Aqua kompleks z basenem na świeżym powietrzu, w którym można się kąpać przez większość roku dzięki zasuwanemu dachowi, a nawet obserwatorium astronomiczne – wymienia Bartosz Idczak. – Już szykujemy kolejną atrakcję w dawnej szopie, bo nie można spocząć na laurach, cały czas trzeba rozwijać ofertę – dodaje.

Zdaniem małżeństwa Pach prowadzących Agroturystykę „Malowane Wierchy” gości należy przede wszystkim zainteresować regionem, do którego chce się ich zaprosić. – Miastowi chcą odpoczywać na prawdziwej wsi, ze zwierzętami gospodarskimi i kosztować przygotowywane na miejscu, świeże regionalne potrawy z produktów od miejscowych rolników – zauważa Sylwia Pach. – Tak jest u nas: wypiekamy chleby, robimy wędliny, biały ser, przetwory z owoców i warzyw, a od rodziców z pobliskiej pasieki bierzemy miód. Nie stosujemy sztucznych polepszaczy – dodaje. W tym roku 15 przysmaków „Malowanych Wierchów” wpisano na listę produktów tradycyjnych prowadzoną przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Sama agroturystyka również w 2018 r. została przyjęta do Sieci Dziedzictwa Kulinarnego Małopolska, będącej częścią Europejskiej Sieci Regionalnego Dziedzictwa Kulinarnego (ESRDzK). Skupia producentów, przetwórców, restauratorów, sprzedawców z poszczególnych regionów Europy, ma też na celu zachowanie i rozwój tradycji kulinarnych, charakterystycznych dla regionów.

Sylwia i Albert Pach prowadzący „Malowane Wierchy” popularyzują kulturę łemkowską oraz eksponują turystyczne walory Beskidu Niskiego

 – W przeciwieństwie do innych agroturystyk nie mamy własnej krowy czy kur. Jaja twaróg, mięso, wędliny i inne produkty kupujemy od okolicznych gospodarzy, a wszystkich naszych dostawców linkujemy na naszej stronie internetowej – mówi Ewelina Rozpędowska. „Villa Greta” od pięciu lat ma własną restaurację, która znalazła się w zeszłorocznej edycji prestiżowego przewodnika kulinarnego Gault&Millau. – Stosujemy też „outsourcing” warsztatów – już teraz 17 prowadzonych w kilkunastu miejscach w okolicy, spiętych w jeden produkt sieciowy pod wspólną nazwą „Kreatywne lato w Krainie Wygasłych Wulkanów”. Początkowo Krzysztof jako geolog prowadził zajęcia z geoturystyki – zainspirował innych, którzy zobaczyli, że może to być źródło dochodu. Teraz latem warsztaty wpisane są w tygodniowy plan – każdego dnia  o konkretnej godzinie odbywają się inne zajęcia, na które goście mogą dojeżdżać – dodaje. W programie m.in. pieczenie pierników, wykonanie łapacza snów, naturalne barwienie tkanin, ceramika, płukanie złota, grawerowanie czy zwiedzanie Sudeckiej Zagrody Edukacyjnej. Ten ośrodek edukacyjny, który promuje krainę wygasłych wulkanów – Góry i Pogórze Kaczawskie pełne geologicznych skarbów, nigdzie indziej niespotykanych, prowadzi pozarządowe Stowarzyszenie Kaczawskie. Jego prezesem jest Ewelina Rozpędowska.

Możliwość podglądania żywych zwierząt tuż za płotem, korzystania z kąpielisk w pobliskich jeziorach, spacerów, jazdy konnej czy na rowerach po szlakach turystycznych stwarza pobyt w Agroturystyce Polesie. – Nam ofertę turystyczną „na tacy” dostarczył sam Poleski Park Narodowy – mówi Grzegorz Gołoś. – Stworzyliśmy grę terenową, zabieramy gości na wycieczki – dodaje.

Czy da się wyżyć?

– Można, o ile zdywersyfikuje się źródła zysku – odpowiada Bartosz Idczak. – My czerpiemy go z agroturystyki – Lawendowej Osady, licznych warsztatów, oferty ślubów i wesel, a ostatnio glampingu oraz osobnej działalności gospodarczej Lavendula Naturalia, polegającej na sprzedaży suszonej lawendy dla przetwórstwa oraz naszych produktów – konfitur, dżemów, a ostatnio również pamiątek – dodaje Idczak. Radzi, aby mieć w zanadrzu fach, inną działalność na wypadek, gdyby koniunktura w turystyce niespodziewanie się załamała, dlatego, choć „na ćwierć gwizdka” nadal zajmuje się informatyką.  Dzięki bieżącym zleceniom mogą z żoną realizować dodatkowe pomysły w gospodarstwie.

– Proponujemy warsztaty dla dzieci i dorosłych, przyjmujemy wizyty studyjne i cały czas poszerzamy ofertę tak, aby uzupełnić ewentualne niedobory wynikające z sezonowości. Współpracuję z mieszkańcami wsi – wylicza Ewa Nisiewicz. Stworzyliśmy wspólnie wioskę tematyczną Sąpy – Babia Dolina, od wielu lat prowadzę Fundację „Teraz My”, która zaangażowała mieszkańców naszej wsi i gminy w wiele inicjatyw artystycznych i cały czas poszerzamy ofertę tak, aby uzupełnić ewentualne niedobory wynikające z sezonowości. Już sprzedaję tutejsze miody, a chcę znaleźć panie, które będą dla mnie robić konfitury – dodaje.

Villa Greta ma 3 tys. nocujących rocznie, ze średnią pobytu 2-3 dni. 71 proc. gości stanowią rodacy, 21 proc. Niemcy, a  pozostałą część inni cudzoziemcy. Obiekt zatrudnia 8-10 osób przez cały rok. Nadal jeszcze restaurację utrzymuje część noclegowa.

– Na razie na Agroturystyce zarabiamy jedną średnią krajową, więc aby utrzymać rodzinę z trójką dzieci, muszę pracować jako szkoleniowiec w zakresie turystyki, ekoturystyki i agroturystyki. Teraz czeka nas decyzja, co dalej – wyznaje Grzegorz Gołoś.

Para siedząca na drewnianych schodach

Anna i Grzegorz Gołoś pokochali Polesie. Aby zamieszkać w Babsku i utworzyć tam agroturystykę, porzucili Lublin

Miara sukcesu

Pierwsze miejsce w kategorii „Wypoczynek u rolnika” konkursu POT „Na wsi najlepiej – 12 dobrych praktyk w turystyce wiejskiej” oraz kilkanaście dyplomów i certyfikatów, premiujących m.in. produkty gospodarstwa oraz przyznanie kat. 3 w klasyfikacji Polskiej Federacji Turystyki Wiejskiej „Gospodarstwa Gościnne” dowodzą, jak wiele osiągnęli właściciele „Ziołowego Dzbanka”. – Sukces odniesiemy wówczas, gdy zyskamy obłożenie przez cały rok, a nie sezonowe jak teraz – podkreśla Ewa Nisiewicz.

Jego pasjonowało garncarstwo, a ją zielarstwo. Waldemar i Ewa Nisiewiczowie połączyli swe pasje i stworzyli agroturystykę „Ziołowy Dzbanek”

Pierwsza lokata w konkursie na najlepsze gospodarstwo agroturystyczne w woj. pomorskim i najwyższa lokata w konkursie na najlepsze gospodarstwo ekologiczne w regionie, a ostatnio zdobycie I nagrody w kategorii „Oferta wypoczynkowa turystyki wiejskiej” ogólnopolskiego konkursu POT stanowią nie lada wynik. – On jednak zobowiązuje do jeszcze intensywniejszej pracy, największą zdobyczą jednak jest dla nas zadowolenie klientów, to że do nas wracają – podkreśla Bartosz Idczak.

„Malowane Wierchy” zdobyły w konkursie POT pierwsze miejsce w kategorii Wypoczynek na wsi, a drugie miejsce Agroturystyka Polesie: – Uzyskaliśmy też Certyfikat Blisko Natury, który jest pierwszym i jedynym ekocertyfikatem  premiującym ofertę przyrodniczą obiektów, najwyższą kategorię w standaryzacji Polskiej Federacji Turystyki Wiejskiej, jesteśmy Miejscem Przyjaznym Rowerzystom na wschodnim szlaku Green Velo, ale największą nagrodą są goście, którzy przyjeżdżają do nas co roku, od otwarcia – zaznacza Grzegorz Gołoś.

Villa Greta w tej samej kategorii konkursu POT zajęła trzecie miejsce. – Znajdujemy się na uboczu, więc trafia do nas klient, który już wcześniej się o nas dowiedział, zna naszą ofertę i chce z niej skorzystać – mówi Krzysztof Rozpędowski. Obiekt pozytywnie zrecenzowały opiniotwórcze pisma: „Traveler”, „Wprost” i „Twój Styl”.

Autorka: Anna Kłossowska